100 000 podpisów pod apelem o delegalizację partii Brauna. Stawiamy billboardy w Warszawie i w Kielcach
Zbieraliśmy te podpisy prawie rok. 19 października licznik apelu o delegalizację partii Brauna przekroczył 100 000. To praca tysięcy osób, które podpisywały apel, udostępniały go i dorzucały się do naszych działań. Dzięki nim o delegalizacji mówiły najważniejsze media, politycy i postacie życia publicznego. Chcemy, żeby tę liczbę zobaczyła cała Polska, dlatego stawiamy dwa billboardy: w Warszawie i w Kielcach.

100 000 to tyle, ile Konstytucja wymaga, żeby obywatele mogli złożyć w Sejmie własny projekt ustawy. Sto tysięcy osób podpisało się imieniem i nazwiskiem przeciwko faszyzmowi, bo wiedzą, czym się kończy. W drugiej połowie listopada, po weryfikacji podpisów, planujemy zanieść je Prokuratorowi Generalnemu Waldemarowi Żurkowi. We wrześniu, przy 80 000 podpisów, pisaliśmy, dlaczego celem jest sto tysięcy.
Braun zebrał wokół siebie ludzi, którzy przez lata siedzieli na marginesie. Pokazuje się na stadionie z Januszem Walusiem, skazanym za zabójstwo Chrisa Haniego. Broni Wojciecha Olszańskiego, lidera Rodaków Kamratów, prawomocnie skazanego na więzienie za nawoływanie do nienawiści, i prosi prezydenta, żeby go ułaskawił. Na jego wiecach występuje Mateusz Piskorski, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji. Prokuratura złożyła właśnie piąty wniosek o uchylenie Braunowi immunitetu.
W najbliższych tygodniach rozstrzyga się, czy kordon sanitarny wokół Brauna przetrwa. Prezydent Nawrocki mówi, że partię Brauna trzeba traktować jako obecną w polskiej polityce, a według Onetu jego ministrowie negocjują z ludźmi Brauna miejsca w pakcie senackim. Nawrocki wygrał wybory przewagą 369 tysięcy głosów, a Braun dostał w pierwszej turze 1,24 miliona. Mateusz Morawiecki nazywa swoją partię zaporą przed „braunizacją”, a poseł z jego klubu Marek Jakubiak mówi: „Mi Braun akurat nie przeszkadza”.
Dlatego teraz trzeba zrobić dużo hałasu wokół prostej prawdy: partia Brauna łamie Konstytucję, otacza się ludźmi skazanymi prawomocnymi wyrokami i chce Polski bez demokracji, bez praworządności i bez miejsca dla mniejszości. O naszym apelu słyszała duża część kraju, ale wiele osób wciąż nie wie, że taki apel istnieje. Billboard dotrze do nich w drodze do pracy. Drugi stanie w Kielcach, gdzie Grzegorz Braun ma biuro europosła, bo jego partii łatwiej budować poparcie w mniejszych miejscowościach niż w wielkich miastach. Staramy się działać tam, gdzie Braun liczy na ciszę.
Kiedy w Niemczech rosła AfD, w jeden weekend stycznia 2024 roku na ulice wyszło ponad milion ludzi. Politycy centrum i centroprawicy dostali jasny sygnał, ile będzie ich kosztował sojusz ze skrajną prawicą. My robimy to w Polsce od lat: doprowadzaliśmy do odwoływania spotkań Brauna w miejscach publicznych i pilnowaliśmy, żeby mówiło się o jego zarzutach, a nie o jego show. Billboardy ze 100 000 podpisów to kolejny krok, a postawimy je tylko wtedy, jeśli się na nie złożymy.
Jeśli Twojego podpisu jeszcze nie ma pod apelem, dodaj go teraz