4 lipca ulicą Marszałkowską w Warszawie szedł marsz wykrzykujący antyukraińskie hasła. Pracownica mijanej pracowni rękodzieła Las Rąk bez słowa pokazała kciuki w dół. Dwa dni później mężczyzna wszedł do pracowni i zdemolował galerię. Policji wyjaśnił, że „nie spodobała mu się” reakcja pracownicy. Fundacja Asymetryści założyła na Naszej Demokracji apel do premiera i szefa MSWiA: dość bierności państwa.
To nie jest pojedynczy incydent. We Wrocławiu kilkunastu napastników złamało nos i uszkodziło kręgosłup 19-latkowi, bo rozmawiał przez telefon z rodzicami po ukraińsku. Na Dworcu Centralnym umundurowane bojówki „legitymowały” osoby o ciemniejszej karnacji, udając funkcjonariuszy. 11 i 12 lipca na ulice znów wyszły marsze skrajnej prawicy.
Apel domaga się ścigania sprawców przemocy z nienawiści, rozliczenia samozwańczych „patroli” i ochrony osób zagrożonych. Założyli go Asymetryści, którzy dzień w dzień, bez wsparcia państwa, przyjmują na dworcu Wschodnim autobusy z uchodźcami. Ludzie, którzy twarze tej wojny widzą codziennie, wiedzą najlepiej, jak krótka jest droga od nienawistnych słów do rozbitej szyby i rozbitej głowy.
Presja działa. Gdy nagranie z Dworca Centralnego obiegło sieć, MSWiA potępiło bojówki, prokuratura wszczęła postępowanie, a policja weszła z przeszukaniami w całym kraju. Sprawcę demolki zatrzymano w dwa dni. Ale w 2024 roku „patrole obywatelskie” skończyły na mandatach i dziś wróciły w mundurach. Państwo reaguje, gdy patrzymy mu na ręce.
Aktualizacja, 16 lipca: w kolejnym mailu pisaliśmy o atakach na 12-letnie dzieci. Apel podpisało już kilka tysięcy osób.