Chcemy, żeby Akcji Demokracji nie dało się wyłączyć. Plan suwerenności technologicznej
Gdy system padnie w środku mobilizacji, nie wyślemy maila o demonstracji do setek tysięcy osób. Dlatego inwestujemy w plan suwerenności technologicznej Akcji Demokracji: własne serwery, bezpieczne dane, transfer wiedzy w zespole i dziesiątki tysięcy złotych oszczędności rocznie. Potrzebujemy 50 000 zł do końca sierpnia.
Pamiętasz lipiec 2017 roku, gdy ludzie ze świecami stanęli pod sądami w całej Polsce? To nie wydarzyło się samo. Pod każdą taką mobilizacją stoi mail, który musi wyjść do setek tysięcy osób w kilka godzin, i strona, która nie może paść, kiedy wchodzi na nią pół Polski naraz. Upadające firmy informatyczne, odejścia jedynych osób znających kluczowe narzędzie, uzależnienie od narzędzi zza oceanu, które w każdej chwili można wyłączyć: to rzeczywistość organizacji takich jak nasza.
6 lipca Meta zablokowała bez ostrzeżenia profil Ogólnopolskiego Strajku Kobiet z ponad 500 tysiącami obserwujących. W tym samym tygodniu to samo spotkało pięć innych organizacji społecznych. Profile wróciły po kilku dniach, ale w kampanii kilka dni to cała kampania. Dlatego na pierwszym miejscu w planie jest własny, niezależny system komunikacji mailowej. Drugą warstwą są narzędzia, które w kilka minut wychwytują zorganizowane fale hejtu pod naszymi postami i pozwalają ukrywać wyzwiska i groźby zbiorczo. Komentarze, w których ktoś się z nami nie zgadza, zostają.
To na tej infrastrukturze zebraliśmy przez Naszą Demokrację 3 miliony podpisów. Rewolucja w obszarze sztucznej inteligencji sprawia, że oprogramowanie powstaje szybciej i taniej niż kiedykolwiek. Chcemy to wykorzystać.
Aktualizacja, 24 sierpnia: zebraliśmy już 43 000 zł. Do celu brakuje 7 000 zł, zbiórkę zamykamy 31 sierpnia. Boty piszą, komentują i podają dalej, ale to prawdziwi ludzie wychodzą na ulice i podpisują apele.